8 września 2022 r.
Poranek w Bilbao wita mnie wyjątkowym światłem. Gdy otwieram okno, wlewa się przez nie rześkie, czyste powietrze Kraju Basków. Miasto, czule nazywane przez mieszkańców „El Botxo” – czyli dziurą lub kotliną – leży wtulone w głęboką, wąską dolinę. To fascynujące, jak miejska awangarda płynnie łączy się tutaj z potężną, naturalną scenerią.
Gdziekolwiek spojrzeć, miasto otaczają majestatyczne, łagodnie pofalowane góry. Dziś rano zbocza Monte Artxanda i Monte Pagasarri mienią się niezliczonymi odcieniami – od głębokiej szmaragdowej zieleni po delikatną, niemal srebrzystą zieleń mchu, tak charakterystyczną dla wilgotnego klimatu „Zielonej Hiszpanii”. Szczyty górskie nie są urwiste ani poszarpane, lecz faliste i łagodne, jakby przypływy pobliskiej Zatoki Biskajskiej powoli wygładziły te wzniesienia. W kontraście do jasnoniebieskiego nieba, po którym gonią dziś białe kłęby chmur, te grzbiety wznoszą się niczym żywy mur obronny, czule otulający miasto.
Wkładam buty i ruszam za wezwaniem rzeki Nervión, która niczym srebrna wstęga przecina centrum, łącząc historyczne dziedzictwo z nowoczesnością. Spacer wzdłuż rzeki Nervión ukazuje spektakularną transformację miasta. Futurystyczne konstrukcje odbijają zmienne światło baskijskiego nieba.
Biały most Zubizuri lśni w porannym słońcu i prowadzi mnie prosto do miejsca, które całkowicie obezwładnia moje zmysły. Nagle staję przed gigantycznymi, zakrzywionymi tytanowymi płytami Muzeum Guggenheima. Arcydzieło Franka Gehry’ego z tej perspektywy wcale nie przypomina nieruchomej budowli, lecz niemal organiczną istotę, która przycupnęła na brzegu rzeki. Tytanowa powłoka zmienia kolor w zależności od układu chmur: raz mieni się chłodnym srebrem, by kilka minut później odbijać ciepłe, prawie złote światło. Przystaję pod ogromnymi, filigranowymi odnóżami pajęczej rzeźby „Maman” autorstwa Louise Bourgeois. Widok na błyszczącą fasadę muzeum spoza tej stalowej instalacji zapiera dech w piersiach i pozostawia głębokie poczucie podziwu dla ludzkiej kreatywności.
Idę dalej bulwarem w górę rzeki. Nowoczesna, srebrzystoszara elegancja stopniowo ustępuje miejsca cieplejszym tonom. Przede mną wyłania się wspaniały ratusz w Bilbao. Ze swoją bogato zdobioną, piaskową, barokową fasadą i zabytkowymi posągami stanowi on piękny pomost do tradycyjnej duszy miasta. To właśnie ten kontrast decyduje o tak niezwykłej atmosferze: z jednej strony futurystyczny design XXI wieku, z drugiej – dumny duch przeszłości.
Za nowoczesnymi fasadami tętni tradycyjne życie w wąskich uliczkach Casco Viejo. Tutaj barokowe kościoły sąsiadują z pełnymi życia, neoklasycznymi placami.
W końcu docieram do Casco Viejo, czyli zabytkowego starego miasta. Tutaj, w ciasnych alejkach Siete Calles, zmienia się cała audiosfera. Echo moich kroków odbija się od starych ścian kamienic, z których kunsztownych, żeliwnych balkonów zwisają kolorowe kosze z kwiatami. Wychodzę na plac przed kościołem San Nicolás. Ciemne drewniane drzwi i masywne dzwonnice emanują głębokim spokojem, podczas gdy w tle słychać już gwar budzącego się miasta.
Zaledwie kilka kroków dalej otwiera się neoklasyczny plac Plaza Nueva. Pod eleganckimi arkadami unosi się już kuszący zapach świeżej kawy i pierwszych dzisiejszych pintxos. Siadam przy jednym z małych stolików na zewnątrz, zamawiam café con leche i przyglądam się mieszkańcom. Plac sprawia wrażenie wielkiego salonu pod gołym niebem, otoczonego ciepłymi barwami ochry i delikatną szarością arkad.
Na zakończenie poranka zagłębiam się w labirynt starego miasta, aż docieram do Plaza de Santiago z ozdobną fontanną. Tuż obok wznosi się majestatyczna, neogotycka fasada zachodnia katedry w Bilbao. Misterna rozeta załamuje światło słoneczne na tysiące barw. Gdy podnoszę wzrok, ponad dachami katedry i kolorowymi drewnianymi wykuszami znowu dostrzegam zielone zbocza okolicznych wzgórz. W Bilbao natura nigdy nie jest dalej niż na wyciągnięcie ręki. To ona daje temu miastu, które tak odważnie narodziło się na nowo, trwałe i naturalne ramy.

Architektura i kulinarne rozkosze: historyczny główny plac Bilbao
Dopijam kawę, spoglądam na zalesione wzgórza i już wiem, że po południu moja droga poprowadzi mnie kolejką linową na sam szczyt, by podziwiać tę zieloną kotlinę w pełnej okazałości z góry.







